
Relacja z Glastonbury
Cały wyjazd, festiwal, koncert i to co tam się wydarzyło było dla nas tak dużym przeżyciem, ze wciąż mamy chaos w głowie i problem od czego zacząć...
Wiadomo, przed wyjazdem każdy był podekscytowany i spodziewał się że jest to naprawdę duży festiwal, to Glastonbury. Nikt z nas tam wcześniej nie był, więc i skala całości nie była nikomu znana
 |
Oczywiście, imponujący line-up, renoma największego festiwalu na świecie, setki artystów, kilkanaście scen, my jako pierwszy zespół z Polski itp. to wszystko robiło wrażenie, ale nikt nie spodziewał się że to jest rzeczywiście tak ogromne. |
Cudowny w Glastonbury jest wszechobecny kontrast. Z jednej strony śpisz w namiocie, do którego lekko wlewa się błoto, brodzisz po kostki w błocie, czujesz się jak farmer, a z drugiej strony nie możesz zapomnieć że jest to przede wszystkim festiwal muzyczny i w tym zakresie wszystko jest idealne. Warunki sceniczne - sprzęt, ekipa na najwyższym światowym poziomie. W 15 minut po koncercie dostaliśmy do ręki nagraną płytę z koncertu, zaś na drugi dzień trzy kasetki z nagraniem video z trzech kamer. Mieliśmy obawy o klawisze i perka szyny, jakie zostaną postawione dla nas, gdyż to wybiegało poza standardowy backline zapewniany przez organizatorów. Odetchnęliśmy, gdy zobaczyliśmy wypakowywane z nowych pudełek świeżo co zakupione timbalesy, oraz rząd kilku klawiszy do wyboru. To w tym festiwalu jest niesamowite.
Jeśli chcesz posłuchać koncertów, to bez przerwy stajesz w obliczu dylematów - czy pójść na Damiana Marleya czy może pójść na Bjork. A może Arctic Monkeys albo Chemical Brothers.
 |
W pewnym momencie dostaliśmy ataku śmiechu, gdy uświadomiliśmy sobie jak do siebie się zwracamy - "To jak chłopaki, gdzie idziemy? Tutaj - zaraz będzie Steven Marley, mamy jeszcze 15 minut, to gdzie idziemy? Tutaj - jeszcze gra Asian Dub Foundation"... Jest to naprawdę mocny odlot. |
Obiektem naszych rozważać stał się Michel Eavis, ochrzczony przez nas czule Prahipisem. Człowiek ten jest właścicielem farmy na której odbywa się festiwal, pomysłodawcą i organizatorem Glastonbury. Zaczął od prywatki dla 1000 osób w 1970 roku za 1 funta i kubek mleka na swojej farmie, a doprowadził do największego festiwalu świata, z 200 000 ludzi, wstępem w wysokości 150 funtów i tonami błota. Na festiwalu pracuje około 25000 wolontariuszy oraz drugie tyle ozdób zaangażowanych w produkcję, ochronę itp.
 |
Jest to najbardziej kolorowe miejsce jakie zdarzyło nam się widzieć. Masa namiotów na wzgórzach tworzy super tęczę, flagi w tłumie przed sceną z całego świata budują charakter imprezy, zaś mijający cię ludzie, w niesamowitych przebraniach powodują, że uśmiech nie schodzi ci z ust. |
No i wiadomo - angielska pogoda - czasem słońce, czasem deszcz. No i wszędzie to błoto, bez którego nie może odbyć się żadne Glastonbury. Jest to jedyne w swoim rodzaju uczucie, spacer po błocie od sceny do sceny, gdzie odległości między scenami sięgają godziny czasu.
Nasz koncert wypadł świetne. Głupio brzmi takie przechwalanie, ale jesteśmy z niego mega zadowolony. Usłyszeliśmy wiele pozytywnych opinii od Anglików będących na koncercie. Po koncercie dostałem kilka propozycji grania na angielskich festiwalach w przyszłym roku, kilka telewizji robiło z nami wywiady, ogólnie bardzo miły odbiór. Mieliśmy lekkie obawy o to, jak zostaną odebrane piosenki w języku polskim, jednak okazało się, że muzyka reggae przełamuje wszelkie bariery. Koncert był zagrany na najwyższym poziomie, w maksymalnym skupieniu, publiczność zaś reagowała na to fantastycznie. Gdy graliśmy "Mury" w aranżacji Get Up Stand Up końcówka utworu wyśpiewywana była chóralnie przez cały kilkutysięczny międzynarodowy tłum. Z tego co mówili nam organizatorzy, występ nasz i Poise Rite otworzył "z futryną" drogę do występów kolejnych polskich zespołów na Glastonbury Festival.
 |
Rewelacyjna jest umiejętność organizacji na Glastonbury - zanim zadasz jakiekolwiek pytanie, znajdujesz już na nie odpowiedź. Niezależnie, czy pytanie dotyczy spraw technicznych, muzycznych, cateringowych czy jakichkolwiek większych czy mniejszych. Czy chodzi o błoto czy chodzi o muzykę czy chodzi o cokolwiek innego. |
Ten festiwal trzeba zobaczyć i przeżyć.
Pozdrawiamy
HaBAKUK